czwartek, października 09, 2014

Laska, czyli o tym, komu jest źle

Polska jesień w pełni. Piękna o 7:50 zapełnia się czniami poganianymi przez swoich rodziców. Jest ciepło, więc z okolicznych mieszkań wychodzą lokalni "bramini". Zajmują swoje stałe miejsca przy sklepikach lub bramach. Zdala od ciasnych mieszkań i niezbyt higienicznych klatek schodowych. Osiągają powoli błogostan nirwany. Jak codzień mijam przy kiosku młodego człowieka rozmawiającego ze sprzedawczynią. Ubrany jest w dres, sportowe buty, czapkę z daszkiem. Na kolanach leży torba na ramię z logiem Adidas. Wkłada papiero do ust, żeby obrócić wózek na którym siedzi i zrobić miejsce dla mijającej go rowerzystki. Obraca głowę i spogląda, jak ta odjeżdża w kierunku placu Konstytucji.
Wsiadam do samochodu. Jadę. Nie spieszę się. Jest 8:00. Są światła zielone, potem czerwone. Na przejściach dla pieszych ruch. Studenci, staruszkowie z torbami na kółkach. Chłopiec z tornistrem na rowerze przecina pasy. Rozglądam się. Jest i matka. Dobrze ubrana, chyba coś mówi do chłopca. Idzie wolniej ciągnąc duży wózek z dzieckiem w środku. Ciągnie... Ciągnie jedną ręką. Drugą rękę ma zajęta. Zwalnia przed krawężnikiem, zna tą drogę i mogłaby ją przebyć z zamkniętymi oczami. A musi z białą laską w prawej ręce.

poniedziałek, maja 28, 2012

O życiu małej istoty

Wstaje dzień. Wilgoć leniwie podnosi się z ziemi pod naporem słońca. Dla mnie też już czas na zmianę pozycji. Odrywam się więc od posłania, rozglądam się wokół. "Taaak, to będzie piękny dzień" - myślę do siebie z uśmiechem. Żyję w społeczności i zaraz do niej dołączę. To oczekiwanie na ucztę zmysłów dodaje sił mojemu małemu organizmowi. Lecę jak na skrzydłach. Wiatr szumi wokół mnie. Dotarłem do bramy Lasu. To tutaj. Z ekscytacji nie mogę przestać się poruszać - jestem tu, za chwilę tam, zawracam, krążę pomiędzy drzewami. "No kiedy wreszcie?!" Czuję ssanie w środku, jakiś niepokój, podenerwowanie, przyspieszam, kręcę jeszcze jedno kółko. Wytężam oczy i spoglądam na dymiącą kurzem drogę. Nagle wyłania się. Och, tak. Szczupłe, nagie łydki. Cudownie apetyczne... Idealne ramiona kreślące w powietrzu ruchy pełne obietnicy wspaniałych doznań. I odkryty kark. Jaki śliczny! Nie mogę się powstrzymać. Powinienem czekać w ukryciu, ale wylatuje jak z procy na spotkanie z nią. "Czemu to trwa tak długo?" - dziwię się. Wreszcie jestem na niej, wchodzę delikatnie, czuję lekkie drganie jej ciała. Zalewa mnie ciepło i rozkosz. Przysysam się jeszcze mocniej. Kątem oka widzę jej ramię zmierzające w moim kierunku. "
Czy zdążę odlecieć zanim mnie dosięgnie?" - zastanawiam się szybko. - "Za szybko. Ta dłoń. Za szybko. Nie zdążę!!!!".  Resztką mojej świadomości słyszę uznanie dla mojego czynu:"Kurczę, ale dzisiaj rąbią te komary!"

niedziela, grudnia 04, 2011

Kontrola rześkości odc. 2

Sam tego nie doświadczyłem, usłyszałem w rozmowie. A było to tak.
Sobota rano. Kolega jedzie samochodem. Na trasie stoi patrol policji i zatrzymuje samochody. Taki też los spotyka naszego bohatera. Widzi lizak z nakazem zjechania na pobocze. Samochód się zatrzymuje, do kierowcy podchodzi funkcjonariuszka policji. Nasz bohater opuszcza szybę. Pani policjantka przedstawia a może i nie.
- No, panie kierowco ... - mówi rozglądając się po wnętrzu auta - Dmuchanko!
- Z przyjemnooością - odpowiada nasz bohater rozpromieniony bezpośrednim podejściem organu władzy.

czwartek, grudnia 01, 2011

"Należy się przejmować, ale nie za bardzo"

Herb Cohen, autor książki "Wynegocjuj to" i zdania cytowanego w tytule, miał między innymi do czynienia z terrorystami na Filipinach. Te i inne zdarzenia opisuje w swojej książce. Niestety gorzej szło mu z własnymi dziećmi. Sądzę, że go rozumiem.
Krzyś jest chory, zresztą ja także. Siedzimy sobie w domu, oglądamy wspólnie filmy dla dzieci. Nic w tyn nadzwyczajnego. Wiadomo, że dowcipy poukrywane w tych filmach przemawiają także dla dorosłych. Ba, na każdym etapie rozwoju człowieka, każdy coś znajdzie. Tłumaczy to, dlaczego dzieci mogą ten sam film oglądać dzień po dniu przez lata. Rosną, dojrzewają i odkrywają nowe treści. Gorzej ze mną. Oglądam raz i potem mam ochotę na coś innego, na przykład wiadomości. Moi synowie wtedy mają skrajnie odmienne zdanie, czasem zahaczające o pewną formę fanatyzmu. Objawia się to nieprzejednaną postawą, zbliżeniem do Matki Natury, pardon, podłogi oraz próbą jej wytrzymałości na ścieranie i dziurawienie czaszką. Ich własną. Mistrzem jest Kris. Opanował do perfekcji sztukę opierania się negocjacjom.
Po n-tym oglądnięciu przygód Lego Hero Factory przełączyłem na NatGeo. Myślałem, że go to zainteresuje. Owszem - 15 sekund.
- Poproszę wodę - rzekł stojąc między mną a telewizorem.
- Za chwilę, dobrze? - odparłem.
- Jeśli mi nie dasz wody, to będę złośliwy!
- Krzysiu, to jest szantaż. Nie możesz tak postępować. - oburzyłem się.
- Przestanę cię szantażować, jeśli włączysz mi Bio-ni-cle!
Tiaaa...

czwartek, czerwca 09, 2011

Muzyka o poranku

Kris poprosił o bajkę na Minimini. Włączyłem TV i akurat ustawiony był kanał z muzyką poważną - Mezzo. Wszedł Igor, usiadł na kanapie. Zasłuchał się w utwór wykonywany przez orkiestrę symfoniczną. Nagle zapytał:
- Mamo, my tam byliśmy. Czy to jest hiharmonia?

niedziela, kwietnia 03, 2011

PotForek 2.5 turbo benzyna

Chłopaki są już w tym wieku, że liczą się sprawy. Sprawy takie jak Bionicle, wesołe miasteczko w lecie, nowy rower i samochody. Te ostatnie muszą mieć spojler, wtedy robią wrażenie. Nawet mini van ze spojlerem jest rajdowy. I męski.
W celu zaspokojenia własnego egoizmu uzasadnianego kryzysem wieku średniego, dążyłem do pozyskania Subaru. Napęd 4x4, w teren wjedzie, zwinie asfalt, szybko zużyje opony. Same koszty. Dużo zabawy.
Rano mówię do Krzysia: "Szybko się ubieraj, jedziemy odebrać Subaru!"
Krzyś na to:
- Subaru Impreza?! Super!
- Nie, Forester - trochę mi entuzjazm opadł. Pomyślałem: - Nie zaimponuje bąblom.
Pojechaliśmy vanem ze spojlerem. Samochód podstawiony. Odebraliśmy.
- Jedziecie ze mną potforkiem czy z Mamą?
- Z T A T Ą !!!
Zostawiamy Cytrynę. 80 km po mieście. Czas na powrót do domu. Podrzucamy Tygrysa do Cytryny, wysiada. Chlopaki zostają w Forku. Wjeżdżamy na Puławską.
- No, to teraz możemy załatwić sprawę po męsku - Igor odezwał się z tylnego siedzenia.
Zbaraniałem.

piątek, stycznia 21, 2011

Rośnie godny następca Bogusia

Nie było mnie przy tym, zatem uznajcie to za dokument koloryzowany, ekhm, fabularyzowany. Zbieżność imion nieprzypadkowa.

Ania zabrała Igora i Krzysia z przedszkola, jest już ciemno. W linii prostej do domu jest może 300 metrów, samochodem na około czas przejazdu to około 5 minut. Dzieci zapięte w fotelikach, więc jazda. Ania co chwilę zagaduje chłopaków, Igorowi buzia się nie zamyka. Krzyś najwyżej rzuca zdawkowe "tat" - nadal nie wymawia głoski "k". To pewnie dobrze, bo w razie czego krzyknie "tuuuudaaaa". Ale ten temat już był w innym felietoniku. Igor gada, a Krzyś milknie. A jeśli milknie, to oznacza z dużym prawdopodobieństwem, że porwał go Morfeusz w swe objęcia. Ania stara się go skłonić do wydobycia dźwięku z ust - nic. Patrzy w lusterko wsteczne, a Krzyś brodę ma opartą na piersi. Wisi na pasie bezpieczeństwa. Ania sięga ręką i zaczyna go szarpać za nogawkę. Jeszcze raz i kolejny. 
- Krzysiu! Nie śpij! - woła Ania. - Krzyyysiuuu!
- Nie śpię - odpowiada Krzyś.
- To czemu się nie odzywasz? - Ania pyta.
- A bo nie chce mi się z wami gadać... - odpowiedział.

Bój się Boguś.