Chłopaki są już w tym wieku, że liczą się sprawy. Sprawy takie jak Bionicle, wesołe miasteczko w lecie, nowy rower i samochody. Te ostatnie muszą mieć spojler, wtedy robią wrażenie. Nawet mini van ze spojlerem jest rajdowy. I męski.
W celu zaspokojenia własnego egoizmu uzasadnianego kryzysem wieku średniego, dążyłem do pozyskania Subaru. Napęd 4x4, w teren wjedzie, zwinie asfalt, szybko zużyje opony. Same koszty. Dużo zabawy.
Rano mówię do Krzysia: "Szybko się ubieraj, jedziemy odebrać Subaru!"
Krzyś na to:
- Subaru Impreza?! Super!
- Nie, Forester - trochę mi entuzjazm opadł. Pomyślałem: - Nie zaimponuje bąblom.
Pojechaliśmy vanem ze spojlerem. Samochód podstawiony. Odebraliśmy.
- Jedziecie ze mną potforkiem czy z Mamą?
- Z T A T Ą !!!
Zostawiamy Cytrynę. 80 km po mieście. Czas na powrót do domu. Podrzucamy Tygrysa do Cytryny, wysiada. Chlopaki zostają w Forku. Wjeżdżamy na Puławską.
- No, to teraz możemy załatwić sprawę po męsku - Igor odezwał się z tylnego siedzenia.
Zbaraniałem.
niedziela, kwietnia 03, 2011
piątek, stycznia 21, 2011
Rośnie godny następca Bogusia
Nie było mnie przy tym, zatem uznajcie to za dokument koloryzowany, ekhm, fabularyzowany. Zbieżność imion nieprzypadkowa.
Ania zabrała Igora i Krzysia z przedszkola, jest już ciemno. W linii prostej do domu jest może 300 metrów, samochodem na około czas przejazdu to około 5 minut. Dzieci zapięte w fotelikach, więc jazda. Ania co chwilę zagaduje chłopaków, Igorowi buzia się nie zamyka. Krzyś najwyżej rzuca zdawkowe "tat" - nadal nie wymawia głoski "k". To pewnie dobrze, bo w razie czego krzyknie "tuuuudaaaa". Ale ten temat już był w innym felietoniku. Igor gada, a Krzyś milknie. A jeśli milknie, to oznacza z dużym prawdopodobieństwem, że porwał go Morfeusz w swe objęcia. Ania stara się go skłonić do wydobycia dźwięku z ust - nic. Patrzy w lusterko wsteczne, a Krzyś brodę ma opartą na piersi. Wisi na pasie bezpieczeństwa. Ania sięga ręką i zaczyna go szarpać za nogawkę. Jeszcze raz i kolejny.
- Krzysiu! Nie śpij! - woła Ania. - Krzyyysiuuu!
- Nie śpię - odpowiada Krzyś.
- To czemu się nie odzywasz? - Ania pyta.
- A bo nie chce mi się z wami gadać... - odpowiedział.
Bój się Boguś.
Ania zabrała Igora i Krzysia z przedszkola, jest już ciemno. W linii prostej do domu jest może 300 metrów, samochodem na około czas przejazdu to około 5 minut. Dzieci zapięte w fotelikach, więc jazda. Ania co chwilę zagaduje chłopaków, Igorowi buzia się nie zamyka. Krzyś najwyżej rzuca zdawkowe "tat" - nadal nie wymawia głoski "k". To pewnie dobrze, bo w razie czego krzyknie "tuuuudaaaa". Ale ten temat już był w innym felietoniku. Igor gada, a Krzyś milknie. A jeśli milknie, to oznacza z dużym prawdopodobieństwem, że porwał go Morfeusz w swe objęcia. Ania stara się go skłonić do wydobycia dźwięku z ust - nic. Patrzy w lusterko wsteczne, a Krzyś brodę ma opartą na piersi. Wisi na pasie bezpieczeństwa. Ania sięga ręką i zaczyna go szarpać za nogawkę. Jeszcze raz i kolejny.
- Krzysiu! Nie śpij! - woła Ania. - Krzyyysiuuu!
- Nie śpię - odpowiada Krzyś.
- To czemu się nie odzywasz? - Ania pyta.
- A bo nie chce mi się z wami gadać... - odpowiedział.
Bój się Boguś.
czwartek, stycznia 20, 2011
Podsłuchane w kuchni
Ania przygotowuje polędwiczki wieprzowe. Zdejmuje za pomocą noża niepotrzebną tkankę. Igor asystuje stojąc obok na krześle i zadając mnóstwo pytań. Ania zwykle pytania wyprzedza. Tym razem też:
- A te resztki będą dla kotków ...
Akurat jestem w kuchni i stanowczo oponuję. Wiem, czym się to kończy - sprzątaniem w innym miejscu mieszkania.
- Ania, nie! Któryś kot po zjedzeniu tego na pewno się zrzyga...
- ... albo zwymiotuje - dodaje Igi.
"Tak, albo zwymiotuje" - powtarzam w myśli i wychodzę w kuchni przy wtórze śmiechu Ani.
- A te resztki będą dla kotków ...
Akurat jestem w kuchni i stanowczo oponuję. Wiem, czym się to kończy - sprzątaniem w innym miejscu mieszkania.
- Ania, nie! Któryś kot po zjedzeniu tego na pewno się zrzyga...
- ... albo zwymiotuje - dodaje Igi.
"Tak, albo zwymiotuje" - powtarzam w myśli i wychodzę w kuchni przy wtórze śmiechu Ani.
piątek, stycznia 07, 2011
Inżynieria genetyczna a.k.a. reinkarnacja wg Krzysia
Siedziałem dziś w domu z chłopakami. Tygrys musiała iść do pracy. Planowaliśmy wyjazd do Świętej Katarzyny, żeby Babcia Jasia mogła z Igorem i Krzysiem pobyć chwilę. Pytam zatem Krzysia, czy chce jutro jechać do Babci Jasi.
- Nie - odpowiada stanowczo.
- Czemu? - pytam, bo zwykle ochoczo tam podróżował.
- Bo dziadek Romek będzie na mnie mówił "Bąbel'! - uzasadnia.
- Krzysiu, Dziadka Romka już nie ma z nami... - odpowiadam.
- Nie? To zrobimy Dziadka... - zmienia temat Krzyś.
- Zrobimy? Z czego? - zdziwiony pytam.
- Z kości - pewnie mówi Krzyś.
- Z jakich kości???
- No, z kości misia polarnego. Zdejmiemy futro, oczy i zęby. I będzie Dziadek Romek.
Proste.
wtorek, stycznia 04, 2011
What is ...
Jest dzień emisji programu "Między kuchnią i salonem" w TVN. Występuje m.in. Tygrysek. Jedziemy zatem. Pada śnieg, niebo szare, na szosie błoto pośniegowe. Ulica Targowa w W-wie w kierunku Czterech Śpiących, zaraz za Zieleniecką. Prowadzę, choć raczę kieruję, bo prowadzi Ania. Jestem na środkowym pasie. Na lewym widzę Toyotę Yaris na katowickich numerach. W kabinie kobieta i mężczyzną. On prowadzi, ona chyba niezainteresowana otaczającą rzeczywistością i okolicznościami. Stoimy przed światłami i próbuję zwrócić uwagę kierowcy na niezapalone światła. Robię "kaczuszkę". Kierowca patrzy na mnie bez zrozumienia. Dobra, szyby brudne, próbuję jeszcze raz dłużej i wyżej. On patrzy na pasażerkę, ona na niego. Ruszamy. Patrzę w lusterko: światła nadal się nie świecą. Samochody zrównują się, moja dłoń złożona znów w "kaczuchę" usta niemo wypowiadają: "świaaa-tłaaaa". Nic. Co za matoł. Opuszczam szybę, pani pojęła i zrobiła to samo. Znów "kaczuszka" z mojej strony, tym razem kierowca zauważył i kopiuje gest. Staram się być uprzejmy, a gość jaja sobie robi. Jest mi słabo. Czuję się jak Jim Henson na próbie z lapońskimi przedszkolakami. Jeszcze raz powoli pokazuję, jak 4 palce: wskazujący, duży, serdeczny i mały tworzą górną płaszczyznę dzioba a kciuk - dolną. Poruszam. Nic... Słyszę, jak kierowca ni to do mnie ni do pasażerki, machając sobie przed nosem "kaczuszką" mówi: "What is {pokazuje kaczuszkę}?!". Aha! Włoch! - domyśliłem się - "Lights!" - krzyczę, wskazując przód maski. Skręciłem w Ząbkowską.
piątek, grudnia 24, 2010
O nałogu
Wracamy po Wigilii do domu rodziców Tygrysa. Tematemali rozmowy jest palenie papierosów i to, że jest niezdrowe. Tygrys wymienia członków rodziny, którzy nie palą.
- Babcia nie pali, tata nie pali, wujek Jarek nie pali...
- I..., i... Michał już nie pali - dodaje Igor.
- I ja tes nie palę! - wykrzyknął Krzyś.
- To ja Ci gratuluję, synu - powiedział Tygrys.
- Dziękuję - odparł dumny Krzyś.
- Babcia nie pali, tata nie pali, wujek Jarek nie pali...
- I..., i... Michał już nie pali - dodaje Igor.
- I ja tes nie palę! - wykrzyknął Krzyś.
- To ja Ci gratuluję, synu - powiedział Tygrys.
- Dziękuję - odparł dumny Krzyś.
poniedziałek, września 06, 2010
Czosnek po chińsku
Dzieci teściowej oddane. Oddychają powietrzem spod Łysicy, piją wodę ze źródła Św. Franciszka. U nas zatem spokój i brak konieczności gotowania, pilnowania, iPhone cały czas w moim ręku, w telewizji coś innego niż "Tomek i Przyjaciele" czy "Stacyjkowo". Poszliśmy niespiesznie na Ogrodową do baru Ming założonego przez sąsiada, notabene Chińczyka - nie wszyscy wiedzą bowiem, że bary z chińskim jedzeniem prowadzą Chińczycy. Aber, więc w barze moja Żona zupkę kwaśno-pikantną zapragnęła spożyć. Niestety, nie ta konsystencja była. "Może WonTon?" - proponuje pan w barze. Zamawiamy. Żona nie zje, ja dokończę.
Bierzemy chińsko-bawarskie piwo i siadamy przy stoliku. Chwila oczekiwania - jest! Zupka ląduje przed Żoną, która zajęła się spożywaniem zawartości. Idzie dobrze. No smaczna, nie do końca o to chodziło, ale idzie. Już. Miseczka przesunęła się w moim kierunku. Zabieram się za jedzenie. Dokonuję analizę zawartości.
- Mmmm, krewetki - mówię.
- Gdzie ?! - pyta zaniepokojona Żona, za krewetkami nieprzepadająca.
- O, tu.
- Eee, to czosnek. Taki przypieczony i chrupiący. - odpowiada uspokojona swoją spotrzegawczością.
- Czosnek? - pytam - Z oczami?!
Nie chciała Żona wracać do tematu.
Pu, sie sie.*
____
* Pu, sie sie - chin. "nie dziękuję"
Bierzemy chińsko-bawarskie piwo i siadamy przy stoliku. Chwila oczekiwania - jest! Zupka ląduje przed Żoną, która zajęła się spożywaniem zawartości. Idzie dobrze. No smaczna, nie do końca o to chodziło, ale idzie. Już. Miseczka przesunęła się w moim kierunku. Zabieram się za jedzenie. Dokonuję analizę zawartości.
- Mmmm, krewetki - mówię.
- Gdzie ?! - pyta zaniepokojona Żona, za krewetkami nieprzepadająca.
- O, tu.
- Eee, to czosnek. Taki przypieczony i chrupiący. - odpowiada uspokojona swoją spotrzegawczością.
- Czosnek? - pytam - Z oczami?!
Nie chciała Żona wracać do tematu.
Pu, sie sie.*
____
* Pu, sie sie - chin. "nie dziękuję"
piątek, maja 07, 2010
Panie Darwin, co pan na to?
Oglądam z Igiem książkę pt. "Dziadek i Niedźwiadek" Łukasza Wierzbickiego. Na okładce szereg logo partnerów, patronów medialnych. Są to zwykle zwierzęta. Igor rozpoznaje kolejne: lew, nosorożec. Następny jest znak Warszawskiego Zoo - stylizowana Syrenka. Podpowiadam i wyjaśniam. Potem znak Zoo Gdańsk-Oliwa, hm, sam się zastanawiam, ki czort. No nic, może potem zgadniemy. Następny jest znak Poznańskich Spotkań Targowych - czarny koń na biegunach z białymi skrzydłami. Pytam syna, czy wie co to jest. Odpowiada bez namysłu: "Aniołkoń"
poniedziałek, grudnia 07, 2009
Zasłyszane w CB
- Mobilki, jest 9:30 i taki korek na Puławskiej? Czy ja dobrze widzę?
- Dobrze widzisz, jesteś trzeźwy.
- Dobrze widzisz, jesteś trzeźwy.
sobota, grudnia 05, 2009
A co w przedszkolu?
- Krzysiu, co robiłeś dziś w przedszkolu?
- Popałem.
- Co kopałeś?
- Popałem Grzesia.
- Popałem.
- Co kopałeś?
- Popałem Grzesia.
Dwaj mędrcy o poranku
Poranek pojawił się wraz z pierwszymi dźwiękami wydanymi przez dwoch mędrców. My chcieliśmy, żeby jeszcze noc trwała.
Igorakles: Kristoforosie, możesz się bawić moją kolekcją.
Kristoforos: Nie.
Igorakles: Tak.
Kristoforos: Nie!
Igorakles: Jak mówię "tak", to "tak"!
Kristoforos: Jak mówię "nie", to "nie"!!!
Na tym spór filozofów się zakończył. Zdrzemnąłem się na kolejne 9 minut.
Igorakles: Kristoforosie, możesz się bawić moją kolekcją.
Kristoforos: Nie.
Igorakles: Tak.
Kristoforos: Nie!
Igorakles: Jak mówię "tak", to "tak"!
Kristoforos: Jak mówię "nie", to "nie"!!!
Na tym spór filozofów się zakończył. Zdrzemnąłem się na kolejne 9 minut.
piątek, listopada 20, 2009
Słownik PMS
Moja Żona T. któregoś pięknego dnia, na moją zaczepkę odpowiedziała:
- Nie denerwuj mnie! Jestem miesiąc przed okresem!
- Nie denerwuj mnie! Jestem miesiąc przed okresem!
Słownik kolejnego Dwulatka
B
Blablał - mówi, gdy ktoś coś mu zabrał albo ktoś mu czegoś nie dał
H
Hluhlada - szuflada
Hlahlok - szlafrok
P
Padeneen - Spiderman
Papety - skarpety
S
Siele - serek (głównie waniliowy)
T
Tetolada - czekolada
Tomeciele - Tomek i Przyjaciele (bajka o lokomotywach)
Tudamaa - k*** m*** (usłyszał w samochodzie raz i teraz nie można oduczyć)
Blablał - mówi, gdy ktoś coś mu zabrał albo ktoś mu czegoś nie dał
H
Hluhlada - szuflada
Hlahlok - szlafrok
P
Padeneen - Spiderman
Papety - skarpety
S
Siele - serek (głównie waniliowy)
T
Tetolada - czekolada
Tomeciele - Tomek i Przyjaciele (bajka o lokomotywach)
Tudamaa - k*** m*** (usłyszał w samochodzie raz i teraz nie można oduczyć)
Terenówka
Z przedwczoraj. Miałem C5*, całkiem nową, ale z tych starszych. Nie mam, bo sprzedałem. Ostatnio jechałem ulicą Spacerową łączącą moją wieś z Kierszkiem. Jadę na pokładzie Cinquecento 700, jakkolwiek myląca to nazwa. Ha, nawet mknę, bo na drodze wyboistej i gruntowej wyprzedziłem w kolejności VW Tiguan oraz Audi Q7. Oba wozy bujające się. Zawieszenie tylne tłucze niemiłosiernie. Myślę - dojadę. Parę dziur, kontra kierownicą, lewo, prawo. Wypadam na prostą - opór. Na liczniku 45. Km/h. Tnę. W pewnym momencie w nawierzchni, prawdopodobnie asfaltowej, dziura na pół szerokości samochodu, czyli CC nie przejdzie. Nie było czasu na myślenie - cisnę przedni hamulec - nurkuję - potem ciągnę za kierownicę i podrzucam przedni amor do góry. Ni cholery nie chce się przednia oś oderwać od ziemi. Dziwne. Rowerem dawałem radę przeskoczyć nad dziurą. Bardzo dziwne.
* Dla nieznających chodzi o samochód francuski ze znakiem Chevron na chłodnicy i hydrodynamicznym zawieszeniem.
* Dla nieznających chodzi o samochód francuski ze znakiem Chevron na chłodnicy i hydrodynamicznym zawieszeniem.
wtorek, lutego 10, 2009
Zagadka
Autorem zagadki jest Igor.
Co to jest: tolkośłin?
Odpowiedzi proszę przesyłać bez podawania adresu zwrotnego. Nagrody wysyłamy pocztą na Berdyczów.
Co to jest: tolkośłin?
Odpowiedzi proszę przesyłać bez podawania adresu zwrotnego. Nagrody wysyłamy pocztą na Berdyczów.
niedziela, lutego 08, 2009
Kulinarnie ...
Pewnego razu Dziadek J. patrząc na Igora mówi:
- Co, on lewą ręką je?
- Igor je lewą i prawą ręką - odparła Babcia M.
Igor przysłuchiwał się rozmowie i wtrącił:
- Ja nie jem ręką, tylko widelcem.
- Co, on lewą ręką je?
- Igor je lewą i prawą ręką - odparła Babcia M.
Igor przysłuchiwał się rozmowie i wtrącił:
- Ja nie jem ręką, tylko widelcem.
środa, listopada 12, 2008
Kawałki, czyli odłamki rozrywkowe
Dowcip. Oby.
Afryka lub Floryda. Trzech kolegów stoi nad stosem pustych butelek. Jeden z nich postanawia:
- Trzeba zrobić zrzutkę na piwo!
- Eee, ja nie wchodzę. Wracam do domu. - odpowiada drugi i odchodzi.
- ???
Po pewnym czasie dwaj pozostający, po wyczerpaniu funduszy idą w tym samym kierunku, co pierwszy. Idą, idą i nagle patrzą, a tam leży aligator, a z paszczy wystaje mu głowa kolegi.
- No, taaaa. Na piwo nie chciał się zrzucić, ale śpiworek Lacoste'y to sobie kupił!
Afryka lub Floryda. Trzech kolegów stoi nad stosem pustych butelek. Jeden z nich postanawia:
- Trzeba zrobić zrzutkę na piwo!
- Eee, ja nie wchodzę. Wracam do domu. - odpowiada drugi i odchodzi.
- ???
Po pewnym czasie dwaj pozostający, po wyczerpaniu funduszy idą w tym samym kierunku, co pierwszy. Idą, idą i nagle patrzą, a tam leży aligator, a z paszczy wystaje mu głowa kolegi.
- No, taaaa. Na piwo nie chciał się zrzucić, ale śpiworek Lacoste'y to sobie kupił!
Scena jak codzień, a właściwie co wieczór. Podano do stołu. Na kolację kanapka z szynką i ogórek pokrojony w plasterki. Igi zjada ogórek widelcem, kanapkę zaś trzyma w rękach. Po chwili masło z chleba przepływa na obie dłonie, które Igor pokazuje widowni:
- Serwetkę! - delikatnie daje znać nam syn - Serweeeetkęęę!
Udało mu się zwrócić naszą uwagę. Zbliżamy uszy, żeby usłyszeć, czy powiedział magiczne słowo.
- Serweeeetkęęę!!!
- Słucham? - pytamy, licząc na to, że doda słowo "proszę".
- Ser-we-tkę! - sylabizuje nie dając za wygraną.
- Słucham? - zwracamy się do syna w oczekiwaniu na poprawę.
- Serwetkę! No, nie wiesz, co to jest serwetka?! - zdziwiony nad naszą ignorancją pyta malec.
- Proooszę! - pasujemy nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- No.., proszę...
- Serwetkę! - delikatnie daje znać nam syn - Serweeeetkęęę!
Udało mu się zwrócić naszą uwagę. Zbliżamy uszy, żeby usłyszeć, czy powiedział magiczne słowo.
- Serweeeetkęęę!!!
- Słucham? - pytamy, licząc na to, że doda słowo "proszę".
- Ser-we-tkę! - sylabizuje nie dając za wygraną.
- Słucham? - zwracamy się do syna w oczekiwaniu na poprawę.
- Serwetkę! No, nie wiesz, co to jest serwetka?! - zdziwiony nad naszą ignorancją pyta malec.
- Proooszę! - pasujemy nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- No.., proszę...
wtorek, lipca 29, 2008
Miszmasz, czyli informejszon owerlołd
Polacy mają pierwsze miejsce na Olimpiadzie w Chinach. Bo pierwsi dotarli do miasteczka olimpijskiego. Na Jedynce "Żądza krwi 6" a na TVN Turbo pokazy kiepskiej mody połączone z lekcjami anatomii. W Sierra Leone dla odmiany znów wydobywają diamenty. "Zaryzykował i odniósł sukces". Banany natomiast składają się z goździków, waty cukrowej, świeżo ściętej trawy i landrynek gruszkowych. Proste? Nie? No, bo chodzi o zapach. Twoje codzienne źródło nawilżania leży na południu Europy. I kim, u licha, jest contessa, e? Tyle zdążyłem zanotować z czerwonej kanapy. To sztuczne całkiem. Bardziej logiczne są, gdy kocica złapie nornicę albo Igor prowadzi dialog z dorosłymi. Wyjątek poniżej.
Ciocia W.: "Jak Ty pięknie jesz! Jestem w szoku!"
Igor: "Ja jestem w piżamie".
Resztę przypomnę sobie innym razem. Ctrl+Alt+Del.
Ciocia W.: "Jak Ty pięknie jesz! Jestem w szoku!"
Igor: "Ja jestem w piżamie".
Resztę przypomnę sobie innym razem. Ctrl+Alt+Del.
wtorek, lutego 19, 2008
Na zakupy, ojciec!
Igor dziś zobaczył lokomotywę w sklepie, diabli nadali. Oczywiście hasło "Chcę dużą ciuchcię" zaczęło robić od razy furorę. Po przyjeździe do teściów lokomotywa nadal zajmowała pierwsze miejsce w rankingu zainteresowania. Musiałem wieczorem jechać do szpitala, a Igi za nic w świecie nie chciał mnie puścić. Gdy powiedziałem, że jadę do sklepu - on jedzie ze mną po lokomotywę. Tłumaczyłem, że na razie nie mam pieniędzy na kolejkę, że muszę zarobić. Nic z tego. W końcu użyłem wypróbowanej metody: "Muszę iść do pracy". "Nie musisz!" - odparł. "Muszę, żeby mieć pieniądze". Powyższy dialog trwał jak zapętlony bezwarunkowo. W końcu Igi zgodził się dać mi buzi i powiedział: "Idź do pracy, kup dużo pieniędzy na duuużą ciuchcię". I próbuj wyprowadzić w pole malucha.
Subskrybuj:
Posty (Atom)