sobota, września 30, 2006

Objazd trasy maratonu Mazovia MTB - Leszno cz. 2











Objazd trasy maratonu Mazovia MTB - Leszno cz. 1

Dziś był objazd trasy. Z racji roli fotografa, raz byłem w środku, raz na końcu, a raz nawet wjechałem na metę trasy pierwszy przed p. Zamaną... No oczywiście, że skróciłem! Taki los. Poniżej zdjęcia w kolejności chronologicznej.

Miłego oglądania.






środa, czerwca 21, 2006

Pioruny


Dzisiejsze łowy są marne. Tylko jedno ujęcie. Perła

niedziela, maja 28, 2006

A-bue-bue

Mam kolejny dowód na to, że im człowiek starszy, tym mniej rozumie. Weźmy dla przykładu Tatoolara. Chodzimy czasem na spacery, raczej rzadko. Rzadko nie znaczy wolno. Oj, Tatoolar to umie prowadzić wózek! Ciekawe, czy ma dokument uprawniający do jazdy po wertepach na tylnych kołach? Czasem w zakrętach jeździ na kołach bocznych. Nie wiem, czy to są lewe czy prawe, bo nie odróżniam, więc nie pytajcie. Raz te po stronie ryby, a kiedy indziej po przeciwnej. Ciotka Parurina mi dała rybę, więc ona pewnie wie, która strona jest która. Jeśli nie wie, to moja hipoteza z początku jest tym bardziej prawdziwa. Do rzeczy. Tatoolar nie do końca kuma.Na tych spacerach to czasem widać nad nami takie migające coś ze skrzydłami, co się porusza w kierunku lotniska. Przecież nie mogę wiedzieć, że to się nazywa samolot, bo niby skąd. A skoro miga światełkami, rusza się i widać na górze to jakie to jest? To jest fajne! A fajne to znaczy "a-bua-bua". No jak ja mówie "a-bua-bua", to wszyscy mi pokazują samolot. Lampa też jest "a-bua-bua", a ci znowu - samolot. No, bez sensu. A jak powiem "a-bua-bua-bua-bua" to mają takie śmieszne miny. No, nie kumają ewidentnie. A w ogóle, to leciałem samolotem już, ale nie wiem, czy było "a-bua-bua". W ogóle nie zauważyłem. No a w tej Bawarii to mają dobre kiełbaski i piwo, ale mi nie dają. Nie wiem, czemu. Mówili, że tam można dostać dobre piwo. Skoro dobre, to ja też powinienem pić, nie? Nie nadążam. Mamoolar też nie nadąża. Zaraz powiem, zaraz. Próby trwały już od jakiegoś czasu. Czego? No jak to czego??? Chodzenia, no. Próbowałem, próbowałem. I dziś uciekłem, he he he. Na dwóch nogach się szybciej biega niż na czterech. Myślałem, że jak ucieknę od Mamoolara, to będzie płakać. No i się nie udało - śmiała się i zamiast mnie gonić zadzwoniła do Tatoolara. Nic z tego nie rozumiem. Chyba się starzeję.

Wasz Tituk
Grusse dich aus Bayern.

czwartek, marca 09, 2006

Narty w Val di Fiemme














Tak było, gdy wspinaliśmy się w kierunku miejsca naszego przeznaczenia. Uczucia mieszane oczywiście, bo śniegu jak na lekarstwo.





Lepiej wygl
ądały Dolomity, gdy już wspięliśmy się na odpowiednią wysokość.














Po wjechaniu na górę widoczną na pierwszym planie, przed naszymi oczami pojawił się następujący widok. To była czarna trasa ze stokiem o nachyleniu 70%. Ale warto było trochę powalczyć, żeby zobaczyć.















G
dy dzień chylił się ku końcowi a nam brakowało w organizmie płynów fizjologicznych, takie widoki po zjeździe czekały na nas.














Dla wątpiących w śnieg - ostatnie w tym poście zdjęcie.



sobota, lutego 25, 2006

Rzecz o pograniczach sztuki

Osiem miesięcy mi minęło. To już szmat czasu. Mogę chyba powiedzieć, że staję się entuzjastą utworów, które do kanonów sztuki przez wielu nie są zaliczane. Lubię się ba(wi)ć. W wyciągnięte łapki. Jakaś Siła* mnie trzyma i pcha w kierunku Strasznego**, który wyciąga do mnie te niby-łapki. No i wtedy się boję. A jak się boję, to się śmieję. Lubię horrory?! Mama coś mówiła, że jest to związane z niewielką odległością między ośrodkiem bania i śmiacia w mózgu. Mam małą głowę, to muszą być blisko, nie? Zresztą nie wiem, bo jak patrzę w lustro, to nie wiem, czy ja to ja. Bo niby skąd? Tatoolar mówił: "To ty!", ale jak mu wierzyć, jeśli ja mu coś mówię, a on nie łapie, o co mi chodzi? Odbiegłem od meritum (Skąd ja znam takie słowa? Chyba Tatoolar ciągle tak mówi... Tylko czy on wie, co mówi?). Lubię banie***. A banie to horrory. W horrorach występują róóóóżne stwory. Mamoolar i Tatoolar to mają nawet swoje ulubione. Ostatnio zauważyłem, że też lubią się bać, bo się śmieją. Najbardziej to boją się takiego małego stworka. Wyhodowałem go. Uwierzycie, że "stwora do horrora" można na kaszce ryżowej wyhodować? Ten stwór to mi w buzi urósł. Prawie jak pasażer na Nostromo. Jak robię buzią: "kłap", to rodzice się boją. Twardy ten stwór i podobno też często w horrorach jest. Się jakoś nazywa... ząbi. Mam jeden, ale rodzice mówią, że będą kolejne. Hodowanie nie było proste i krew też się lała. Ale w horrorach musi być krew, nie? Jestem dumnym posiadaczem mojego pierwszego Ząbi.
_______________
* Chodzi o siłę nośną równoważącą siłę przyciągania ziemskiego, rozwijaną przez mięśnie dowolnego członka rodziny.
** Zapewne chodzi o innego członka rodziny.
*** Nie chodzi o "banię" czyli stan zmienionej świadomości.

niedziela, lutego 05, 2006

Elektroniczna babcia

Przypomniałem sobie, jak popatrzyłem na zdjęcia. Ale, ale... Narpiew... hm, chyba mówi się najpierw. A jak się tak zastanowić głębiej, to "najpierw" dziwnie brzmi, nie? Znów inny temat, a to przez Tatoolara. Miał iść w sobotę na japoński. No to mu przypominałem całą noc, że ma iść. No ze dwadzieścia razy wrzeszczałem między 22 a 7 rano. I co? Z A S P A Ł ! ! ! No to po co ja sobie gardło zdzieram? Mogłem spać. Za tydzień nic nie powiem. Zemsta będzie słodka jak suszone śliwki ze słoiczka.


Do tematu: dostałem do łapek to, co było zwykle poza ich zasięgiem. Znaczy babcię. Mało! Dwie babcie! Tylko dziwne, że obie wyglądają tak samo. Są srebrne i mają takie gumowe wypustki. Jak się do nich mówi, to one odpowiadają. Ale jakiś dziwny język używają, bo nie łapie, o czym dokładnie mowa. A jak nie rozumiem, to staram się rozładować. Po lewej widać jak się dogaduje z BJ*. Mama mi pomaga, bo babcia mi się nie mieści w łapce.

Potem z BM** rozmawiałem. Jak przebiegała rozmowa - no chyba widać. Tatoolar robił błyski, a Mamoolar pomagała i tłumaczyła. Ale gdzie teraz jest Mamoolar? Tatoolar mówił, że to ważna sprawa. Coś z klimatyzacją związane. I chyba z internetem. i-went*** na to mówią. Ja nie wiem, jak się to pisze. A Mamoolara nie ma teraz, to śpię na jej miejscu.







_________________

*BJ - Babcia Janina
**BM - Babcia Magda
*** Chodzi o "event"


wtorek, stycznia 17, 2006

Jestem Zią, po prostu ... Zią


Skończyłem 7 miesięcy. No, co się tak dziwisz? Leci, nie? No i prezent. Fajowy! Lepi się do do tego czegoś zakończonego pięcioma wypustkami. Chyba to rynna...A może jakoś inaczej? No to, co trzyma smoczek. Dziś oglądałem z bliska. Śmieszne. Ale najważniejsze, że moje. Mam takie dwie. Mamunia mówi na to "ronczka". Dziwnie, ale niech będzie. Ja tam wolę jednoznaczne "Y!". No więc prezent lepi się do Y! jak się zagębuje go najpierw. Cała torba jest tego. I takie żółte. Ma związek z drobiem albo z zabawą w chowanego*. Tego jeszcze nie wiem. Pierwszą torbę to Tatuń ze Starszym Bratem zagębowali. Mamunia krzyczała, bo miało być dla Tituka. To chyba dla mnie? Ale było śmiesznie! Się śmiałem. W ogóle, jak w pokoju jest głośno, to się śmieję. No i dziś znowu było śmiesznie. Bo Starszy B chyba w jakimś statku dziurę butem zrobił. Galera się nazywał ten statek. Starszy B to dziwny jest, bo normalnie nie chodzi tylko po ścianach. Ja tam wolę podłogę albo wannę. Ale za tą galerę to chyba w nagrodę coś dostał, jakby kolejkę, bo Mamunia i Tatuń coś o szlabanie mówili. Starszy B się chyba cieszył, bo tak kiwał głową. O, kaszka ryżowa! Zabawa kolejką non-stop przez 3 miesiące i nie trzeba nigdzie wychodzić? Banany z gruszką wysiadają! Na tej galerze to tanio chyba, bo za 3 paczki można po ścianach biegać. To chyba paczki kaszki, no nie? I jeszcze zdjęcia robią w cenie.

A propos biegania (skd ja znam "a propos"?) ja dopiero w tył ślizgiem płaskim się ruszam. Najlepiej z Tatuniem się bawię w machanie Yy! (to to coś, na czym czasem uda mi się postać - musze się powydzierać, żeby mnie w końcu podnieśli). Leżymy sobie na tym, co tam kaszka jest, jak już wejdzie i machamy. Siara i pruki, to pikusie przy tym. Wesoło.

No, a na koniec moje ulubione: kichanie w trakcie zagębowania. Jak już ktoś włoży łyżkę - ja wtedy znienacka "psiuuu". Czasem leci daleko. Śmieszne jak się wtedy wygląda. No i te ubrania w niezly rzucik. Blupy to tandeta - niech się szczawie tym podniecają.

Następnym razem napiszę o piekarniku. Niezła jazda. Świat jest piękny, jak się ma 7 miesięcy, mówię Wam.